Gdy wiosną 2020 roku telefony w szpitalach dzwoniły bez przerwy, a lekarze w jednym zdaniu mówili o braku maseczek, kombinezonów i przyłbic, w Poznaniu w niewielkim biurze fundacji zaczynał się zupełnie inny maraton. Zamiast karetek – maile i arkusze kalkulacyjne. Zamiast oddziałów – panele w systemie. Zamiast stetoskopów – klawiatury. Właśnie tam Fundacja PARK wchodziła w najważniejszy projekt w swojej historii: ogólnopolską inicjatywę „Wsparcie dla szpitala”.
Jak połączyć ludzi, którzy chcą pomagać, z tymi, którzy już nie mają siły prosić
Pandemia obnażyła coś, o czym na co dzień wolimy nie myśleć: gdy system zdrowia się chwieje, nawet najbardziej zaangażowani medycy nie są w stanie jednocześnie ratować ludzi i organizować dla siebie pomocy.
Szpitale skupiały się na tym, co najważniejsze – na pacjentach. Na szybkich decyzjach, reorganizacji oddziałów, walce o każde łóżko z tlenem. Czasem dosłownie nie było komu odebrać telefonu od firmy, która chciała przekazać 1000 maseczek. Wolontariusze pytali: „dokąd zawieźć obiady dla personelu?”, „kto potrzebuje przyłbic?”, „który szpital jest najbardziej pod ścianą?”.
Potrzeby i chęci pomocy były ogromne, ale kompletnie rozproszone. I właśnie tu wchodzi rola takich organizacji jak Fundacja PARK.
Fundacja PARK – cichy operator wielkiej akcji
Fundacja Przestrzeń Aktywności, Rozwoju i Kreatywności do tej pory realizowała głównie projekty lokalne, kulturalne, edukacyjne, społeczne. Nagle stanęła przed wyzwaniem, które przerastało wszystko, czym się wcześniej zajmowała – projektem obejmującym szpitale w całym kraju.
To właśnie pod jej skrzydłami rozwijała się inicjatywa „Wsparcie dla szpitala” – pomysł poznańskich naukowców, informatyków i ludzi z organizacji pozarządowych, którzy stwierdzili: skoro mamy chaos potrzeb i chaotyczną falę dobra, trzeba je jakoś połączyć.
Fundacja wzięła na siebie to, czego z zewnątrz zwykle nie widać, a bez czego żaden duży projekt nie działa:
- stworzenie bezpiecznych i przejrzystych ram działania,
- obsługę formalno-prawną i organizacyjną,
- czuwanie nad tym, by pomoc trafiała tam, gdzie jest naprawdę potrzebna,
- komunikację z partnerami, darczyńcami i placówkami ochrony zdrowia.
To nie są spektakularne zdjęcia z przekazania sprzętu. To godziny przy komputerze, rozmowy, weryfikowanie danych, poprawianie formularzy, odpisywanie na wiadomości o 23:47, bo ktoś właśnie ma możliwość załatwić transport palety środków dezynfekcyjnych.
Portal, który stał się mostem
Sercem całej akcji stał się portal internetowy, który działał jak tablica ogłoszeń, centrum logistyki i system skojarzeń w jednym. Szpitale mogły w jednym miejscu opisać swoje potrzeby: od maseczek, rękawic i fartuchów, przez sprzęt ochronny, aż po tak „przyziemne” rzeczy jak posiłki dla personelu pracującego po kilkanaście godzin bez przerwy.
Darczyńcy – firmy, fundacje, samorządy, ale też pojedyncze osoby – mogli zgłosić, czym dysponują:
- środki ochrony osobistej,
- sprzęt,
- usługi transportowe,
- wsparcie finansowe,
- pomoc wolontariuszy.
Fundacja PARK była kimś w rodzaju dyspozytora: dbała, by zgłoszenia nie ginęły w szumie informacyjnym, by ktoś realnie przeczytał prośbę małego szpitala powiatowego i zestawił ją z ofertą firmy z drugiego końca Polski.
Takie „kojarzenie stron” w kryzysie to nie tylko praca techniczna. To również odpowiedzialność – za zaufanie darczyńców, za wiarygodność szpitali, za to, żeby nikt nie miał poczucia, że znów wygrywają tylko ci „najgłośniejsi”.
Największy projekt, którego prawie nie widać
W komunikatach o pomocy dla szpitali zwykle widzimy zdjęcia: dyrektor z kartonem maseczek, wolontariusze z transparentem, uśmiechnięci darczyńcy. Rzadziej mówi się o tych, którzy dbają, by to wszystko miało sens i porządek.
Dla Fundacji PARK udział w „Wsparciu dla szpitala” był przełomem z kilku powodów:
- Skala – z lokalnych inicjatyw fundacja wskoczyła na poziom ogólnopolski. Projekt dotyczył placówek z różnych części kraju, a nie tylko „własnego podwórka”.
- Tempo – to nie był projekt planowany miesiącami. Powstawał z dnia na dzień, dosłownie z potrzeby chwili, w czasie, gdy liczby zakażeń rosły z tygodnia na tydzień.
- Zaufanie – trzeba było przekonać jednocześnie szpitale, że warto zgłaszać potrzeby przez portal, i darczyńców, że nie jest to kolejna efemeryczna inicjatywa, tylko realne narzędzie pomocy.
- Odpowiedzialność – za każdy komunikat, każdą informację, każde „pomożemy” wysłane do ludzi w sytuacji skrajnego zmęczenia.
To wszystko spinała właśnie fundacja – niewielki zespół, który stanął w roli operatora jednego z najważniejszych społecznych projektów pomocowych w czasie pandemii.
Sieci, które zostają na dłużej niż epidemia
Kryzysy kiedyś się kończą, ale zostaje po nich coś, co trudno zmierzyć liczbą przekazanych maseczek: sieć relacji.
Udział Fundacji PARK w „Wsparciu dla szpitala” to nie tylko konkretne dostawy i dopięte akcje. To także:
- kontakt z personelem szpitali, który wie, że „tam w fundacji odbiorą telefon, gdy będzie trzeba”;
- współpraca z samorządami i firmami, które przekonały się, że warto pracować z organizacjami społecznymi;
- doświadczenie w prowadzeniu platformy, która łączy różne środowiska – medyków, biznes, NGO, wolontariuszy.
W świecie, w którym co kilka lat pojawia się nowe zagrożenie – czy to epidemia, czy klęska żywiołowa – takie know-how jest na wagę złota. Już wiadomo, że jeśli znowu trzeba będzie szybko „pospinać” pomoc dla szpitali, jest ktoś, kto ma sprawdzony model działania.
Co nam mówi ta historia o systemie ochrony zdrowia
Ta opowieść to nie tylko historia jednej fundacji i jednego portalu. To też lekcja o tym, jak działa – albo nie działa – system ochrony zdrowia.
Po pierwsze, pokazuje, że szpitale w kryzysie nie mają zasobów, by same organizować dla siebie pomoc oddolną. Potrzebują pośredników, którzy zdejmą z nich choć część obciążenia.
Po drugie, udowadnia, że energia społeczna jest ogromna, tylko trzeba ją mądrze skanalizować. Bez takiej platformy wiele dobrych chęci kończy się na chaotycznych zbiórkach i telefonach „na oślep”.
Po trzecie, przypomina, że małe NGO-sy są kluczowym elementem bezpieczeństwa zdrowotnego, chociaż nie kojarzymy ich z respiratorami czy karetkami. Ich narzędziami są formularze, regulaminy, procedury – brzmi nudno, ale właśnie to sprawia, że pomoc ma sens i dochodzi do celu.
Dlaczego warto o tym pamiętać
Dzisiaj, gdy pandemia zeszła z pierwszych stron gazet, łatwo zapomnieć, jak ważne były takie inicjatywy. Zostały jednak konkretne ślady:
- platforma, wokół której można dalej budować,
- społeczność ludzi, którzy potrafią działać razem,
- fundacja, która przeszła przyspieszony kurs „logistyki kryzysowej” na żywym organizmie.
Udział Fundacji PARK w „Wsparciu dla szpitala” pokazuje coś jeszcze: że wielkie projekty nie zawsze rodzą się z wielkich planów. Czasem zaczynają się od kilku osób, które widzą bezradność szpitali i jednocześnie ogromną gotowość do pomagania – i postanawiają stać się mostem między jednym a drugim.
I może właśnie o to chodzi w mądrej pomocy: nie tylko dawać, nie tylko prosić, ale budować trwałe mosty. Fundacja PARK w czasie pandemii takim mostem po prostu była.
tm, zdjęcie z Pexels (autor: Antoni Shkraba Studio)