Drewniany pomost nad spokojnym jeziorem o zachodzie słońca, z delikatnie zanurzonymi w wodzie trzcinami i zalesionym brzegiem w oddali — symboliczny obraz zmian w turystyce i powrocie do natury po pandemii w regionie Gostynina.

Turystyka w Gostyninie po pandemii – jak COVID-19 zmienił lokalne jeziora

W długi majowy weekend sprzed pandemii na plaży nad Jeziorem Białym trudno było znaleźć wolne miejsce na ręcznik. Samochody z Warszawy, Łodzi, Płocka stały w długim sznurze, ktoś przeklinał brak miejsc parkingowych, dzieci piszczały na zjeżdżalni przy rowerach wodnych, a wieczorem z ośrodków wypoczynkowych dobiegała muzyka z grilla pod wiatą. Nad Gostyninem turystyka nie była może „przemysłem”, ale była żywą tkanką – sezonowym sercem okolicy. Wiosną 2020 roku ten obraz rozpłynął się tak samo szybko, jak zmywa się kredę z chodnika po ulewie.

Z dnia na dzień „sezon” stał się słowem bez znaczenia

Gostynin i okolice żyją z wody i lasu. Jezioro Białe – jedno z najczystszych w regionie, chwalone za przejrzystość i brak silników spalinowych – przyciąga nurków, żeglarzy, rodziny z dziećmi. Nad Jeziorem Zdworskim, Suminem czy Sędeńskim pracują małe pensjonaty, pola namiotowe, bary z frytkami i gofrem „jak nad morzem”, tylko bez tłoku Trójmiasta.

Wszystko to zostało zatrzymane jednym komunikatem o nowych obostrzeniach, w którym zamknięto hotele, ograniczono przemieszczanie się, a nawet – na kilka tygodni – wprowadzono zakaz wstępu do lasów i parków. Na Pojezierzu Gostynińskim oznaczało to coś więcej niż tylko „nie idź na spacer”. To był realny, administracyjny zakaz korzystania z głównej atrakcji regionu.

Właścicielka małego pensjonatu nad Białym mogłaby spokojnie opowiedzieć o wiosennych telefonach:

– „Dzień dobry, czy zwrócą państwo zadatek?” – pytał kolejny gość, który jeszcze w styczniu rezerwował rodzinny urlop.

– „Zwrócimy, a co mamy zrobić” – odpowiadała, zamykając kolejną kartkę w segregatorze z dopiskiem „odwołane”.

W 2020 roku przychody organizatorów turystyki w Polsce spadły do niespełna jednej trzeciej poziomu z 2019 roku. To suche zdanie z raportu branżowego w Gostyninie oznaczało bardzo konkretne rzeczy:

  • w maju – puste domki letniskowe,
  • w czerwcu – brak obozów i kolonii,
  • w lipcu – ostrożnych turystów, którzy boją się wspólnej stołówki i sanitariatów.

Branża, która nie ma „home office”

Wielu z nas w pandemii przeniosło pracę do domu. Turystyka nie miała tego luksusu. Jezioro nie da się „zrobić zdalnie”, nie można wysłać gościa na plażę przez Zooma.

Mazowieckie – jako region – odnotowało gwałtowny spadek liczby korzystających z bazy noclegowej w 2020 roku, z powolnym odbiciem dopiero po dwóch latach. Analizy krajowe pokazują, że najmocniej oberwały w turystyce właśnie noclegi i gastronomia, czyli dokładnie to, na czym stoi gostyniński mikro-biznes nad jeziorami.

Właściciele ośrodków wypoczynkowych nad Białym czy Zdworskim mierzyli się z mieszanką obaw: raty kredytu, koszty utrzymania obiektów, niepewność co do sezonu. Jeden sezon do kosza – ktoś to przełknie. Drugi – zaczyna się walka o przetrwanie.

Do tego dochodziły paradoksy przepisów. W pewnym momencie nie wolno było wejść do lasu, ale można było stać w kolejce w markecie budowlanym. Zakaz biwakowania nad wodą współistniał z tłumem na stacji benzynowej przy trasie. Mieszkańcy Gostynina widzieli wokół siebie lasy, jeziora, szeroką przestrzeń – i jednocześnie słyszeli, że powinni siedzieć w domu. To nie pomagało w akceptacji decyzji, nawet jeśli wynikały z troski o zdrowie.

Od turystów do wolontariuszy

Kiedy ruch turystyczny zamarł, część lokalnej energii została przekierowana gdzie indziej. W Gostyninie wiosną 2020 roku samorząd zaczął rozpowszechniać informacje o naborze koordynatorów lokalnych do ogólnopolskiego systemu WsparcieDlaSzpitala.pl.

To ważny szczegół, bo pokazuje szerszy obraz:

  • jedni tracili gości i dochody,
  • inni – w szpitalu psychiatrycznym w Zalesiu – mierzyli się z ogniskami zakażeń i ogromną presją,
  • mieszkańcy, którzy normalnie „obsługiwaliby sezon”, zaczęli wozić środki ochrony, zbierać darowizny, organizować lokalne zbiórki.

Turystyka w Gostyninie ucierpiała więc nie tylko ekonomicznie. Ucierpiało całe wyobrażenie o tym, jak wygląda rok: zima – martwy sezon, wiosna – rozruch, lato – praca od świtu do nocy, jesień – ostatni wysiłek przed zamknięciem ośrodka. W 2020 roku to kalendarz zastąpił grafiki dyżurów w szpitalu i domach pomocy.

Niektórzy właściciele baz nurkowych czy pensjonatów mówili wprost, że pierwszy raz od lat spędzają lato… w domu. Bez tego charakterystycznego zmęczenia wieczorem, za to z poczuciem bezradności.

Paradoks: turystyka wiejska zyskała, ale nie wszyscy

Jest jeszcze jeden wymiar tej historii. Badania prowadzone po pandemii pokazują, że część Polaków – zmęczona miejskim tłokiem i ograniczeniami – zaczęła szukać cichych miejsc na wypoczynek. Wzrósł popyt na agroturystykę, niewielkie gospodarstwa na wsi, gdzie można wynająć cały dom, mieć własne podwórko i kontakt z naturą.

Teoretycznie Pojezierze Gostynińskie mogło być idealnym adresatem takiego trendu:

  • jeziora z czystą wodą,
  • lasy,
  • małe ośrodki zamiast molochów,
  • dojazd w dwie godziny z Warszawy czy Łodzi.

Ale w praktyce ten „zwrot ku naturze” przyszedł dopiero wtedy, gdy część przedsiębiorców była już mocno zadłużona. Ci, którzy przetrwali pierwsze fale pandemii, faktycznie zaczęli później obserwować nowy typ gości:

  • rodziny, które zamiast lecieć do Hiszpanii przyjeżdżały „na Mazowsze, ale jak nad Mazury”,
  • grupy znajomych szukających całego domku na wyłączność,
  • osoby pracujące zdalnie, które brały laptopa i robiły „home office” z widokiem na jezioro.

Dla części biznesów było to jak świeże powietrze po długim zanurzeniu. Dla innych – za mało i za późno.

Co tak naprawdę stracił Gostynin?

Można powiedzieć: „firmy turystyczne straciły przychody”. Prawda. Ale to tylko wierzchołek. Gostynin stracił na kilka sezonów coś jeszcze: rytuał spotkań.

Turystyka to nie są tylko „noclegi” i „doba hotelowa”. To:

  • nastolatek z Płocka, który co roku przyjeżdżał z rodzicami nad Białe i pierwszy raz całuje dziewczynę na pomoście,
  • małżeństwo z Warszawy, które od dekady wraca co sierpień do tej samej przyczepy kempingowej,
  • nurkowie, którzy przy ognisku opowiadają o tym, „jak dziś było 8 metrów wizury, serio!”.

Kiedy to wszystko znika na dwa lata, zrywa się nitka, która łączy ludzi z miejscem. Nie wszyscy wracają. Część odkrywa inne jezioro, inną gminę, inny kraj.

A jednocześnie, paradoksalnie, pandemia przypomniała mieszkańcom, że te jeziora, lasy, ścieżki rowerowe są ich własne – nie tylko „gości z Warszawy”. Kiedy znów można było chodzić do lasu, wielu lokalnych spacerowiczów pierwszy raz weszło na mniej znane ścieżki, odkryło zapomniane pomosty, polubiło codzienne chodzenie nad wodę nie tylko „w sezonie”.

Co dalej?

Dziś, gdy patrzy się na zdjęcia z Plaży pod Lipami – z kolorowymi parasolami, wypożyczalnią kajaków i tłumem na piasku – łatwo zapomnieć, że jeszcze niedawno to samo miejsce było puste, a drzwi do ośrodka zamknięte na kłódkę.

Turystyka w Gostyninie wciąż leczy rany po pandemii.

  • Niektóre bazy nurkowe czy ośrodki już się nie otworzyły.
  • Inne przeszły remonty, zainwestowały w lepsze sanitariaty, prywatne pomosty, miejsca na kampery – licząc, że „nowa normalność” będzie bardziej lokalna, bliższa natury, mniej masowa.
  • Właściciele pensjonatów nauczyli się elastyczności: krótsze pobyty, praca zdalna, rezerwacje last minute, uczciwe zasady zwrotu zadatków.

Z perspektywy systemu ochrony zdrowia to właśnie takie miejsca – odprężające, spokojne, blisko natury – mogą być jednym z elementów dbania o zdrowie psychiczne po latach pandemii. Gostynin ma tu do zaoferowania dużo więcej niż tylko „pokój z łazienką”.

Pandemia pokazała, jak krucha jest lokalna turystyka i jak bardzo zależy od decyzji zapadających daleko stąd – w ministerstwach, zarządach Lasów Państwowych, sanepidzie. Ale pokazała też coś innego: kiedy turyści znikają, ludzie z Gostynina nie znikają razem z nimi. Potrafią przełączyć się z roli gospodarzy w rolę wolontariuszy, sąsiadów, koordynatorów pomocy.

Być może właśnie w tym jest nadzieja na przyszłość turystyki w Gostyninie: w przekonaniu, że nie sprzedaje się tu tylko noclegu, ale kawałek wspólnoty, która już raz przeszła przez kryzys i wie, jak ważne jest – zwyczajnie – być razem nad wodą.

tm, zdjęcie z Pexels (autor: Pixabay)

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *