Monitor respiratora w szpitalnej sali, symbolizujący kryzys i potrzebę zakupu sprzętu medycznego przez biznes zamiast państwa.

CSR w kryzysie: gdy respiratory kupuje biznes, a nie państwo

Pierwsza fala pandemii w Polsce wyglądała też tak: karetkę pod szpitalem zastępował firmowy bus, a obok lekarzy w kombinezonach krążyli ludzie w odblaskowych kamizelkach z logo lokalnych przedsiębiorstw. Na paletach zamiast towaru – respiratory, maseczki, płyny do dezynfekcji. Gdy system ochrony zdrowia pękał w szwach, jedną z najbardziej stabilnych odpowiedzi okazał się… biznes.

To piękny obraz. I jednocześnie niewygodne pytanie: czy naprawdę chcemy, żeby bezpieczeństwo zdrowotne obywateli w kryzysie zależało od tego, czy w okolicy działa „porządna” firma z dobrze rozwiniętym CSR?

Kiedy respirator staje się narzędziem CSR

Program Przedsiębiorstwo Fair Play od lat wyróżnia firmy, które starają się grać uczciwie – wobec pracowników, klientów, społeczności lokalnych. Jego idea to promowanie etycznego, odpowiedzialnego biznesu, który nie koncentruje się wyłącznie na zysku, ale również na relacjach i wpływie społecznym.

Pandemia stała się dla tych deklaracji brutalnym testem. Z dnia na dzień to, co dotąd było „miłym dodatkiem” do strategii – kilka stypendiów, sponsoring wydarzenia kulturalnego – zmieniło się w decyzje o realnym ratowaniu życia. Wsparcie biznesu dla walki z COVID-19 zaczęto liczyć w setkach milionów złotych, a do tego trzeba doliczyć wolontariat pracowniczy, darmowe usługi czy przestawienie produkcji na deficytowe środki ochrony.

Na listach darczyńców pojawiały się firmy komunalne, cementownie, zakłady budowlane, producenci chemii, logistyka, farmacja. Jedne kupowały respiratory i kardiomonitory, inne – całe palety rękawic, przyłbic, płynów dezynfekcyjnych. Jeszcze inne organizowały zbiórki wśród załogi, w ciągu doby potrafiąc zebrać kwoty pozwalające wyposażyć kilka oddziałów w środki ochrony osobistej.

To nie były działania starannie wpisane w wieloletnie raporty zrównoważonego rozwoju. W większości – spontaniczna odpowiedź ludzi, którzy widzieli, że w ich szpitalu brakuje najbardziej podstawowego sprzętu.

I tu zaczyna się nasz problem.

Dobry gest zamiast przygotowanego państwa

Z perspektywy lekarza na dyżurze gest firmy, która przywozi respirator, jest po prostu bezcenny. Nieważne, czy sprzęt kupiło ministerstwo, czy lokalne przedsiębiorstwo – ważne, że można podłączyć kolejnego pacjenta do tlenu.

Z perspektywy systemu ochrony zdrowia sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana. Skoro prywatne firmy muszą zbierać środki na podstawowe wyposażenie – coś nie zadziałało dużo wcześniej.

Pandemia nie była pierwszym kryzysem zdrowotnym w historii, ale była jednym z najlepiej przewidywalnych: od lat eksperci ostrzegali przed globalnymi epidemiami, brakiem rezerw sprzętowych, kruchością łańcuchów dostaw. A mimo to polskie szpitale w 2020 roku zgłaszały dramatyczne braki – od maseczek po specjalistyczny sprzęt diagnostyczny.

Biznes zareagował szybko, skutecznie, często z szacunkiem budzącym szczery podziw. Ale w tle pozostaje pytanie: dlaczego w ogóle znalazło się miejsce, które trzeba było wypełniać prywatnymi pieniędzmi?

Nierówności, których nie widać na zdjęciach z wręczenia czeku

Zdjęcia z przekazania darowizn wyglądają podobnie: uśmiechnięci przedstawiciele firmy, dyrekcja szpitala, symboliczny czek, czasem nowy sprzęt w tle. To ważne gesty, także komunikacyjnie. Dają sygnał: „nie zostawiliśmy was samych”.

Ale nie wszystkie szpitale mają tyle szczęścia, by w ich zasięgu działał duży, odpowiedzialny pracodawca, który stać na takie gesty. W jednej części kraju oddział zakaźny może liczyć na wsparcie kilku firm przemysłowych, w innej – personel szyje maseczki z materiału kupionego z własnej pensji.

Programy etycznego biznesu – takie jak Fair Play – budują kulturę odpowiedzialności, ale nie zmieniają faktu, że mapa darczyńców pokrywa się z mapą zamożniejszych regionów i branż. Tam, gdzie gospodarka lokalna jest słabsza, brak jest nie tylko miejsc pracy, ale i potencjału do spektakularnych akcji pomocowych.

Powstaje więc kolejna warstwa nierówności: obok medycznych, społecznych i terytorialnych dochodzą „nierówności sponsorskie”. Od tego, gdzie zachorujesz, zależy nie tylko liczba lekarzy czy wyposażenie oddziału, ale też to, czy ktoś z pobliskiego biznesu postanowił „grać fair” i wesprzeć szpital.

Gdy biznes wchodzi w rolę logistyka państwa

W czasie pandemii istotne okazało się nie tylko „ile” firmy dają, ale „jak”. Tam, gdzie pojawiła się dobra koordynacja – na przykład w formie platform internetowych łączących potrzeby szpitali z darczyńcami – pomoc stawała się bardziej celowana i efektywna. Platformy tego typu pozwalały firmom zobaczyć aktualne listy potrzeb, a szpitalom – zgłaszać braki w czasie rzeczywistym.

To świetne rozwiązanie z punktu widzenia zarządzania kryzysem. Równocześnie jednak jest dość gorzką diagnozą. Jeżeli do sprawnego zaopatrywania szpitali w krytycznym momencie potrzebujemy technologii i zaangażowania prywatnych firm, to znaczy, że publiczny system zaopatrzenia i wymiany informacji nie zadziałał tak, jak powinien.

Biznes wszedł więc w rolę nie tylko sponsora, ale czasem wręcz logistyka państwa: organizował transport, hurtowe zakupy, negocjował z producentami, tworzył rozwiązania, które w normalnych warunkach powinny być częścią centralnego planowania.

CSR, który ratuje życie – i jego ryzyka

Nie ma sensu demonizować zaangażowania firm. Wiele z nich poniosło realne koszty, przestawiało produkcję, ryzykowało spadek dochodów, by uruchomić linie do płynów dezynfekcyjnych, osłon, śluz sanitarnych czy innego sprzętu potrzebnego w szpitalach i przestrzeni publicznej.

To przykład społecznej odpowiedzialności w najbardziej „twardym” wydaniu. Nie ma tu mowy o greenwashingu czy ładnych hasłach bez pokrycia – te działania były konkretne, mierzalne, często weryfikowane przez sam personel medyczny.

Problemem jest coś innego: jeśli w kryzysie to właśnie te firmy stają się ostatnią linią obrony, bardzo łatwo przesunąć granicę oczekiwań. Zamiast pytać: „czy państwo podjęło wszystko, co możliwe, by zabezpieczyć szpitale?”, zaczynamy pytać: „dlaczego biznes nie pomaga więcej?”.

To niebezpieczne odwrócenie ról. CSR ma sens wtedy, gdy jest dodatkiem do sprawnie działających instytucji publicznych. Nie wtedy, gdy próbuje zasłonić ich słabość.

Co z tego wynika dla ochrony zdrowia?

Pandemia minęła, ale pamięć o tych kilku miesiącach powinna zostać z nami na dłużej – szczególnie w debacie o finansowaniu i organizacji systemu ochrony zdrowia.

Po pierwsze, doświadczenie kryzysu pokazało, że firmy potrafią działać szybko, elastycznie i innowacyjnie. Warto ten potencjał wykorzystywać nie tylko „w czasie wojny”, ale też w codziennym planowaniu ochrony zdrowia – choćby poprzez partnerstwa publiczno-prywatne, wspólne projekty prewencyjne czy inwestycje w profilaktykę i edukację zdrowotną.

Po drugie, potrzebujemy jasnych zasad współpracy między biznesem a szpitalami. Nie tylko po to, by uniknąć chaosu w kolejnym kryzysie, ale też by zapewnić przejrzystość – zarówno dla pacjentów, jak i dla samych firm. Platformy koordynujące pomoc są dobrym kierunkiem, ale powinny być elementem szerszej strategii państwa, a nie wyłącznie oddolnymi inicjatywami.

Po trzecie, trzeba otwarcie powiedzieć: spontaniczna hojność przedsiębiorstw nie może usprawiedliwiać chronicznego niedofinansowania ochrony zdrowia. To, że „udało się” zakupić sprzęt dzięki darczyńcom, nie powinno zdejmować odpowiedzialności z decydentów. Przeciwnie – powinno być argumentem za budowaniem większych rezerw, stabilnych budżetów i mechanizmów reagowania na przyszłe kryzysy.

Biznes „fair” w zdrowym systemie

Z perspektywy Programu Fair Play pandemia była też swoistym sprawdzianem wiarygodności: czy firmy, które chwalą się etyką, naprawdę są gotowe zaryzykować i pomagać wtedy, gdy nie jest to już tylko kwestia wizerunku, ale realnych kosztów? Wiele przykładów pokazuje, że tak – od zakładów przemysłowych po małe lokalne firmy, które rozdawały darmowe maseczki swoim sąsiadom.

To dobra wiadomość. Ale jeszcze lepszą byłby scenariusz, w którym następnym razem ich pomoc nie będzie warunkiem funkcjonowania oddziałów, tylko dodatkowym wsparciem.

Docelowo „przedsiębiorstwo fair play” powinno działać w „państwie fair play” – takim, które potrafi przewidywać ryzyka, uczciwie rozmawiać o kosztach ochrony zdrowia i budować system odporny na wstrząsy. Wtedy spontaniczna hojność biznesu może być tym, czym w idealnym świecie jest CSR: rozsądnym, dobrze zaplanowanym wkładem w dobro wspólne, a nie gaszeniem pożaru w szpitalnej izbie przyjęć.

Na koniec: czego nauczyliśmy się wszyscy?

Pandemia COVID-19 obnażyła słabości wielu instytucji, ale też pokazała, jak ogromny potencjał solidarności drzemie w społeczeństwie – także po stronie firm. Historie przedsiębiorstw, które w kilka dni organizowały dostawy sprzętu do szpitali, są ważne i warte opowiadania.

Jeśli jednak na tych opowieściach poprzestaniemy, przegramy tę lekcję. Prawdziwe pytanie brzmi: co zrobimy z tą wiedzą? Czy pozwolimy, by kolejny kryzys znowu zamienił służbę zdrowia w pole zbiórki publicznej – tylko tym razem na większą skalę?

Czy potraktujemy doświadczenie pandemii jako impuls do poważnej rozmowy o tym, ile naprawdę jesteśmy jako państwo gotowi zapłacić za bezpieczeństwo zdrowotne – i jak mądrze wykorzystać potencjał firm, które już udowodniły, że w trudnych czasach potrafią grać fair?

tm, zdjęcie z Pexels (autor: Anna Shvets)