Daj znać, jeśli chcesz inne warianty: bardziej symboliczne, krótsze, emocjonalne lub z konkretnym odniesieniem do platformy.

Jak Ryczywół walczył z pandemią: historia platformy Wsparcie dla Szpitala

Na mapie Polski Ryczywół jest jedną z wielu małych kropek. Kilka ulic na krzyż, rynek, szkoła, kościół, przychodnia. Gdy wiosną 2020 roku przyszła pandemia, wydawało się, że prawdziwy front walki jest gdzieś daleko – w wielkich szpitalach zakaźnych, o których mówiły serwisy informacyjne. A jednak bardzo szybko okazało się, że od tego, co zrobią ludzie właśnie w takich miejscowościach jak Ryczywół, zależy bardzo wiele.

I że internetowa platforma o niepozornej nazwie „Wsparcie dla Szpitala” stanie się dla nich czymś w rodzaju cyfrowego mostu z prowincjonalnej gminy do całego kraju.

Małe miasteczko, wielki lęk

W małych ośrodkach zdrowia telefony zaczęły dzwonić bez przerwy. Pacjenci pytali, czy to „już to”, jak się zapisać na teleporadę, gdzie zrobić test. Personel – często kilku lekarzy rodzinnych, kilka pielęgniarek, rejestratorka – musiał w kilka dni nauczyć się funkcjonować w zupełnie nowej rzeczywistości.

Jednocześnie z mediów docierały informacje o brakach: maseczek, rękawiczek, przyłbic, fartuchów. W szpitalach powiatowych, do których trafiają mieszkańcy takich gmin jak Ryczywół, zapasy topniały w oczach.

Wielu ludzi z małych miejscowości miało poczucie bezradności:

– My mamy tu tylko przychodnię, co my możemy? – pytano.

Pomysły na pomoc pojawiały się spontanicznie: ktoś chciał zszywać maseczki w domu, ktoś inny proponował, że zawiezie coś własnym autem, jeszcze ktoś – że zrobi zrzutkę. Problem w tym, że bez systemu łatwo zamienić dobrą wolę w chaos. Szpitale nie miały czasu na odbieranie dziesiątek telefonów z pytaniem: „co wam potrzeba?” i ręczne rozliczanie każdej darowizny.

Platforma, która porządkuje spontaniczne dobro

Właśnie z takiego chaosu zrodził się pomysł na ogólnopolską platformę Wsparciedlaszpitala.pl. Stworzyła ją grupa ekonomistów i informatyków związanych z Uniwersytetem Ekonomicznym w Poznaniu – jako narzędzie do koordynowania oddolnej pomocy dla szpitali i domów pomocy społecznej podczas pandemii.

Zasada działania była prosta, ale genialna:

  • Szpital lub DPS rejestrował się w systemie i w przejrzysty sposób opisywał swoje potrzeby – od maseczek FFP2 po środki do dezynfekcji, koce czy posiłki dla personelu.
  • Koordynator lokalny – najczęściej osoba z gminy, miasta, organizacji pozarządowej – brał pod opiekę konkretną placówkę, pilnował listy potrzeb, kontaktu i rozliczania darów.
  • Darczyncy – osoby prywatne, firmy, instytucje – mogli zadeklarować dokładnie to, co naprawdę jest potrzebne, zamiast zgadywać.

Z czasem do systemu dołączyły setki placówek i ponad dwustu koordynatorów z całej Polski, a platforma stała się jednym z ważniejszych narzędzi obywatelskiego wsparcia ochrony zdrowia w czasie pandemii.

Co to znaczy dla takich miejsc jak Ryczywół?

Z perspektywy dużego miasta „Wsparcie dla Szpitala” było po prostu kolejną stroną w internecie, w gąszczu kryzysowych inicjatyw. W małych gminach to narzędzie miało zupełnie inny ciężar – pozwalało wyrównać szanse.

Po pierwsze, porządkowało lokalną energię

Gmina mogła na swojej stronie internetowej czy w mediach społecznościowych zamieścić jasny komunikat: „Ten konkretny szpital, do którego jeździmy z Ryczywołu, ma potrzeby opisane w systemie. Zamiast dzwonić do lekarza czy przywozić przypadkowe rzeczy pod izbę przyjęć, wejdźcie na platformę albo skontaktujcie się z koordynatorem”.

Po drugie, otwierało małe miejscowości na pomoc spoza regionu

Szpital powiatowy obsługujący mieszkańców Ryczywołu mógł trafić na radar firm z zupełnie innych części Polski. Dla dużej korporacji zakup kilkudziesięciu przyłbic czy pomp infuzyjnych to koszt, który da się wpisać w budżet CSR. Dla małej gminy – często kwota nie do udźwignięcia. Dzięki platformie informacja o potrzebach nie zatrzymywała się na granicy powiatu.

Po trzecie, dawało ludziom poczucie sprawczości

Kiedy widzisz w systemie, że „twój” szpital potrzebuje 500 maseczek, a lokalny zakład krawiecki i kilka osób szyjących w domach jest w stanie tę lukę wypełnić – nagle globalny kryzys staje się czymś, na co masz realny wpływ.

Koordynator – cichy bohater małej gminy

Kluczową rolą w całej układance był lokalny koordynator. To on był łącznikiem między cyfrową platformą a realnym życiem gminy.

W małych miejscowościach często była to osoba, którą „wszyscy znają”: nauczycielka, pracownik urzędu, działaczka z koła gospodyń, ktoś z lokalnego stowarzyszenia. Ktoś, kto potrafi zarówno obsłużyć system internetowy, jak i pójść do znajomego przedsiębiorcy i konkretnie powiedzieć:

– Słuchaj, szpital ma na liście 100 litrów płynu do dezynfekcji i 200 fartuchów jednorazowych. Ty masz hurtowy dostęp – pomożesz?

Koordynator w małym miasteczku robił jednocześnie za logistyka, PR-owca, trochę psychologa. Tłumaczył starszym osobom, że nie chodzi o to, żeby „zawieźć coś, co leży w piwnicy”, tylko dopasować dar do potrzeb. Uspokajał personel medyczny, że nie będą już codziennie odbierać dziesięciu telefonów o to samo, bo wszystko przechodzi przez jedno narzędzie.

To właśnie dzięki takiej roli małe gminy mogły wejść w ogólnopolski system pomocy bez rozbudowanej administracji i sztabu specjalistów od zarządzania kryzysowego.

Konkret zamiast symbolicznego gestu

W pandemii widzieliśmy wiele pięknych, ale nie zawsze efektywnych inicjatyw: ktoś przywoził do szpitala niepotrzebną pościel, ktoś inny – produkty, których nikt nie miał gdzie trzymać. Intencje były wspaniałe, ale bez koordynacji nie zawsze przekładały się na realne bezpieczeństwo pacjentów i personelu.

Platforma „Wsparcie dla Szpitala” zmieniała to w bardzo prosty sposób – dawała listę priorytetów. Szpital zaznaczał, czego potrzebuje najbardziej pilnie, co może poczekać, a czego już ma wystarczająco. Dzięki temu:

  • lokalne firmy zamiast kupować „cokolwiek ochronnego” mogły sfinansować dokładnie te środki, których brakowało,
  • wolontariusze szyjący maseczki wiedzieli, jakiego rodzaju maseczek szpital w ogóle przyjmie (i czy nie potrzebuje już ich nadmiaru),
  • osoby prywatne mogły się zrzucić na konkretny cel („10 przyłbic dla oddziału ratunkowego”), a nie na abstrakcyjny „sprzęt”.

Dla gmin takich jak Ryczywół oznaczało to, że każdy gest – od paczki rękawiczek po duży firmowy dar – był częścią większego, sensownie poukładanego systemu.

Małe miejscowości w wielkim systemie

Pandemia obnażyła też nierówności w dostępie do informacji. W dużych miastach masz sztab kryzysowy, rzecznika szpitala, media lokalne, które na bieżąco informują, której placówce czego brakuje. W małych gminach wiele zależy od tego, czy ktoś w urzędzie natknie się na odpowiednią informację, przeczyta, przekaże dalej.

Dzięki platformie małe miejscowości nie musiały „wymyślać koła na nowo”. Dostawały narzędzie, które od razu:

  • było przygotowane technicznie,
  • miało przetestowany model działania,
  • było rozpoznawalne wśród firm i organizacji szukających sposobu na pomoc medykom.

To ważne, bo w kryzysie czas jest walutą cenniejszą niż pieniądze. Zamiast przez tygodnie ustalać, jak organizować zbiórki, jak informować, jak rozliczać – można było po prostu dołączyć do istniejącego systemu.

Co zostało po pandemii?

Dziś, gdy emocje pierwszych fal COVID-19 opadły, łatwo zapomnieć, jak wiele zależało wtedy od lokalnych społeczności. Ale w takich miejscach jak Ryczywół pamięć o tamtym czasie wciąż jest żywa:

  • w historii przedsiębiorcy, który po raz pierwszy zaangażował się w pomoc szpitalowi i potem już przy tym pozostał,
  • w doświadczeniu koordynatorów, którzy nauczyli się, jak ważna jest przejrzystość i dobra komunikacja,
  • w odczuciu mieszkańców, że nawet „mała kropka na mapie” może dołożyć swoją cegiełkę do wielkiego, ogólnokrajowego wysiłku.

Platforma „Wsparcie dla Szpitala” nie rozwiązała wszystkich problemów ochrony zdrowia – i nigdy nie miała takiej ambicji. Została pomyślana jako uzupełnienie systemu, nie jego substytut. Ale pokazała coś ważnego: że sensownie zaprojektowane narzędzie cyfrowe może sprawić, iż głos małych gmin będzie słyszalny równie wyraźnie jak wielkich miast.

I może właśnie to jest najcenniejsze dziedzictwo tamtych miesięcy: przekonanie, że kiedy przyjdzie kolejny kryzys – zdrowotny, humanitarny czy środowiskowy – mieszkańcy małych miasteczek nie będą tylko widzami wydarzeń z telewizji. Będą mieli gdzie kliknąć, do kogo zadzwonić i jak zamienić strach w działanie.

tm, zdjęcie z Pexels (autor: Gustavo Fring)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *