Kiedy ulice pustoszały, a rozmowy w sklepach ograniczały się do krótkiego „dziękuję”, w wielu miejscach w Polsce działo się coś odwrotnego: ludzie zaczynali mówić jednym głosem. Wokół szpitali, szczególnie tych, których codzienna praca już wcześniej była mało widoczna dla większości, tworzyła się niezwykła sieć solidarności. WSP Bilikiewicz w Gdańsku jest jednym z tych miejsc, gdzie pandemia obnażyła systemowe braki, ale jednocześnie pokazała, że kiedy robi się naprawdę trudno – potrafimy działać razem.
Co można było dać szpitalowi, który walczy przede wszystkim ciszą i regularnością?
Szpitale psychiatryczne nie mają intensywnej terapii z urządzeniami brzmiącymi jak film science fiction. Tu najważniejszym narzędziem jest stabilność. To ona została jako pierwsza zachwiana przez lockdowny, ograniczenia odwiedzin i lęk personelu, który – jak każdy – miał w domu dzieci, rodziców i własne obawy.
Dlatego pomoc dla placówki takiej jak WSP Bilikiewicz nie polegała wyłącznie na dostarczeniu sprzętu. Owszem, maseczki, przyłbice, rękawiczki, płyny dezynfekujące – to wszystko było potrzebne jak tlen. Ale równie ważne okazało się coś mniej mierzalnego: wsparcie codzienności.
W pandemii liczył się każdy gest: czy to paczka rękawiczek od lokalnej firmy, czy zrzutka mieszkańców na środki ochrony osobistej. Jedni przywozili pudełka z jednorazowymi fartuchami, inni przynosili termosy z ciepłymi posiłkami albo napoje izotoniczne, bo dyżury nagle zaczęły przypominać maratony. Ktoś przekazał koce, ktoś inny tablet z dostępem do internetu, dzięki któremu pacjenci mogli utrzymać kontakt z bliskimi. W szpitalu psychiatrycznym to nie jest „miły dodatek” – to często jedyna kotwica trzymająca człowieka w równowadze.
Personel też potrzebował wsparcia. Czasem bardziej, niż chciał przyznać
Mówiło się wtedy o lekarzach i pielęgniarkach z oddziałów covidowych. O tym, co przeżywali pracownicy psychiatrii – cisza. A przecież oni również stali na pierwszej linii. Pracowali w warunkach reorganizacji, napięcia i ogromnej niepewności. Niektórzy w maseczkach FFP2 spędzali kilkanaście godzin dziennie, inni musieli tłumaczyć pacjentom, dlaczego nie można już przytulić mamy podczas odwiedzin.
Dlatego jedną z najważniejszych form pomocy stało się odciążanie personelu: dostarczanie ciepłych posiłków, kawy, wody, środków regeneracyjnych, ale też zwyczajnych gestów wsparcia. Lokalne firmy i mieszkańcy pomagali w drobnych naprawach, w transporcie rzeczy, w organizacji materiałów ochronnych, bo każda oszczędzona minuta energii personelu przekładała się na lepszą opiekę nad pacjentami.
Wsparcie materialne, wsparcie emocjonalne – i to najtrudniejsze: wsparcie systemowe
Pandemia była testem. Dla systemu – z wynikiem, o którym wszyscy dobrze wiemy. Dla szpitali – często brutalnym. Dla nas jako społeczeństwa – zaskakująco pozytywnym.
WSP Bilikiewicz mógł liczyć na ludzi, którzy rozumieli, że pomoc to nie tylko medyczne pakiety. To także drobne przedmioty, które ratują normalność:
- środki higieniczne
- ręczniki papierowe
- mydła
- środki czystości
- jednorazowe naczynia
- podstawowe elementy wyposażenia
Były firmy, które deklarowały stałe cotygodniowe wsparcie. Byli mieszkańcy, którzy brali udział w zbiórkach, nawet jeśli sami tracili pracę. Były organizacje, które pomagały w koordynacji pomocy, bo w pandemii najgorsza była nie niewiedza, tylko chaos.
Dlaczego to wszystko miało znaczenie?
Bo w takich miejscach jak szpital Bilikiewicza nie walczy się wyłącznie z wirusem. Walczy się z izolacją, lękiem, pogłębiającymi się kryzysami psychicznymi i dramatami ludzi, którzy w tym czasie potrzebowali szczególnej troski. A personel, który sam balansował na granicy sił, mógł tę troskę dawać tylko dzięki temu, że ktoś inny czuwał nad jego zapleczem.
Wspieranie tego szpitala w pandemii było więc nie tylko aktem solidarności. Było przypomnieniem, że system ochrony zdrowia to nie abstrakcja. To ludzie. Jeśli oni stoją, reszta też stoi. Jeśli oni padają – wszyscy padamy.
Pandemia minęła, ale refleksja została: nic nie działa samo. I jeśli kiedyś znów przyjdzie moment próby, dobrze byłoby, żebyśmy pamiętali, że właśnie w takich gestach – od pudełka maseczek po karton kawy – zaczyna się prawdziwe bezpieczeństwo zdrowotne.
tm, zdjęcie z Pexels (autor: wutthichai charoenburi)