Pracownik w białym fartuchu i czepku w szpitalnej kuchni sprawdza talerze z zupą i obiadem, trzymając w ręku formularz kontrolny; w tle inni kucharze gotują w dużych kotłach, a lodówki i pojemniki z podpisami stoją otwarte, co ilustruje kontrolę sanepidu w szpitalu lub DPS-ie w latach 2023–2025.

Kiedy sanepid puka do drzwi. Co naprawdę mówią nam kontrole w szpitalach i DPS-ach (2023–2025)

Na papierze wszystko wygląda dobrze. Procedury są, regulaminy są, pieczątki są. Dopiero kiedy inspektor sanepidu otwiera drzwi do szpitalnej kuchni, łazienki w domu pomocy społecznej albo sprawdza temperaturę ciepłej wody w instalacji, widać prawdziwy obraz systemu. Lata 2023–2025 pokazały jasno: to nie są pojedyncze „wpadki”, ale powtarzający się wzór.

Nie chodzi o to, by kogoś zawstydzić. Chodzi o to, żeby nazwać rzeczy po imieniu. Bo za każdą „nieprawidłowością” w protokole stoi czyjeś zdrowie, czyjś komfort, czasem czyjeś życie.

Talerz, który leczy tylko „na niby”

Zacznijmy od miejsca, które w raportach pojawia się najczęściej: szpitalne żywienie. To właśnie szpitalne kuchnie i bloki żywieniowe są dziś jednym z najbardziej „uwrażliwionych” obszarów kontroli sanepidu.

Regularne przeglądy jadłospisów pokazują coś, co pacjenci intuicyjnie wiedzą od lat: dania są za mało odżywcze, zbyt monotonne i zbyt często oparte na tanich, wysokoprzetworzonych produktach. Porcje bywają za małe jak na potrzeby chorego, warzywa i owoce pojawiają się w ilościach symbolicznych, pieczywo pełnoziarniste czy kasze – od święta. Do tego smażenie jako podstawowa technika kulinarna, sporo soli, sporo tłuszczu, sporo gotowców.

W teorii mówimy o dietach: lekkostrawnej, cukrzycowej, w niewydolności nerek, po operacjach. W praktyce – sanepid w wielu miejscach wskazuje na nieprecyzyjne opisy diet, niepełne informacje o alergenach, brak jasnych oznaczeń, co jest dla kogo. Dokumentacja nie nadąża za potrzebami klinicznymi, a kuchnia – za wpisami w karcie żywienia.

Do tego dochodzi infrastruktura: zniszczone posadzki i ściany, miejsca trudne do umycia, przestarzały sprzęt, przerwy w łańcuchu chłodniczym. Zdarza się przechowywanie produktów po terminie przydatności, problem z odpadami kuchennymi.

Nie są to sytuacje większościowe, ale na tyle częste, że stały się jednym z impulsów do tworzenia programu „Dobry posiłek” i krajowych standardów żywienia szpitalnego. Innymi słowy: dopiero długotrwałe, powtarzalne uwagi sanepidu przełożyły się na systemową reakcję.

Szpitalne ściany, które pamiętają zbyt wiele

Kolejny obszar, który powraca w raportach jak bumerang, to stan sanitarno-techniczny części szpitali. Większość placówek przechodzi kontrole bez większych zastrzeżeń, ale nawet tam, gdzie opieka medyczna jest na wysokim poziomie, ściany i podłogi opowiadają inną historię.

Inspektorzy opisują zużyte wykładziny z pęknięciami, nieszczelne posadzki, miejscowe zawilgocenia, początek zagrzybienia. Tam, gdzie projektowano budynek kilkadziesiąt lat temu, trudno o idealny rozdział stref „czystej” i „brudnej” – czysta bielizna krzyżuje się z brudną, personel chodzi tymi samymi korytarzami, a magazyny mieszczą się „tam, gdzie było miejsce”, a nie tam, gdzie powinny.

Z punktu widzenia przepisów sanitarno-epidemiologicznych to nie są drobiazgi. Każda nieszczelna powierzchnia to miejsce, gdzie trudniej utrzymać czystość. Każdy kompromis w układzie funkcjonalnym zwiększa ryzyko przeniesienia drobnoustrojów. Stąd decyzje nakazujące remonty, wymiany wykładzin, czasowe wyłączenia pomieszczeń z użytkowania.

Problem w tym, że mówimy często o budynkach wyeksploatowanych do granic możliwości. Dyrektorzy szpitali od lat stoją przed wyborem: najpierw nowy sprzęt, nowe łóżka, czy najpierw gruntowna wymiana instalacji i posadzek? Dla pacjenta liczy się jedno i drugie, ale budżet rzadko pozwala na wszystko naraz.

Legionella – niewidzialny lokator instalacji

Lata 2023–2024 przyniosły coś jeszcze: Legionellę w centrum uwagi opinii publicznej. Głośne ogniska zakażeń sprawiły, że inspekcja sanitarna zaostrzyła nadzór nad instalacjami ciepłej wody w szpitalach, DPS-ach i zakładach opiekuńczo-leczniczych.

Nagle okazało się, że rutynowe do tej pory badania jakości wody nabrały zupełnie innego ciężaru. W części obiektów – zarówno szpitalnych, jak i opiekuńczych – wyniki próbek pokazały podwyższone stężenia pałeczek Legionella. W niektórych placówkach zakwestionowano kilkanaście czy kilkadziesiąt próbek, a całe fragmenty sieci wodociągowej trzeba było poddawać sanacji.

Za tymi liczbami znów stoi konkret: stare instalacje, odcinki rur, w których woda stoi zamiast płynąć, niewystarczająca temperatura wody, brak odpowiednio zaplanowanych cykli płukania i dezynfekcji. Część problemów dotyczy także dokumentacji: brak udokumentowanych procedur, zbyt rzadkie badania, opóźnienia w realizacji zaleceń.

Legionella jest o tyle niewdzięcznym przeciwnikiem, że bywa długo niewidoczna – aż do momentu, gdy pojawią się zachorowania. Kontrole sanepidu są tu więc nie tylko „polowaniem na uchybienia”, ale realnym elementem profilaktyki ciężkich infekcji u osób najsłabszych – starszych, po operacjach, z chorobami przewlekłymi.

Zakażenia szpitalne – tam, gdzie organizacja spotyka codzienność

Nieprawidłowości, które rzadziej trafiają do mediów, ale regularnie pojawiają się w raportach sanepidu, dotyczą kontroli zakażeń szpitalnych. To obszar, w którym nie zawsze chodzi o spektakularne uchybienia, ale o powtarzalne potknięcia: niekompletne protokoły audytów, braki w analizie wskaźników zakażeń, niepełna dokumentacja szkoleń personelu z higieny rąk.

Czasem problemem jest zbyt mała liczba dozowników z preparatem do dezynfekcji w kluczowych miejscach, czasem – brak stałego uzupełniania płynów, czasem – niewystarczająca pozycja zespołu ds. zakażeń w strukturze szpitala.

To wszystko składa się na klimat, w którym procedura jest czymś, co „trzeba mieć”, ale nie zawsze jest realnym narzędziem pracy. Sanepid, patrząc na to z zewnątrz, widzi brakujące ogniwa w systemie, który miał chronić pacjenta przed zakażeniem związanym z hospitalizacją.

DPS-y – tam, gdzie infrastruktura pęka pierwsza

Jeśli szpitale często zmagają się z przestarzałymi budynkami, to domy pomocy społecznej są w tym względzie jeszcze bardziej na krawędzi. W wielu powiatowych ocenach to właśnie DPS-y są obiektami z największym odsetkiem ocen „zły stan sanitarno-techniczny”.

Za tym krótkim sformułowaniem kryje się konkretna rzeczywistość: zawilgocone ściany, zagrzybienia, odpadające tynki, zniszczone, nieszczelne posadzki, stare, zardzewiałe baterie i sanitariaty, które trudno doczyścić do poziomu wymaganego w miejscu, gdzie na stałe mieszkają osoby chore, niesamodzielne, często z zaburzeniami odporności.

Do tego dochodzą warunki bytowe: zbyt duże zagęszczenie mieszkańców w pokojach, niewystarczająca liczba łazienek i toalet w stosunku do liczby podopiecznych, niedostosowanie części przestrzeni do potrzeb osób poruszających się na wózkach czy z chodzikami.

Na żywienie w DPS-ach nakładają się podobne problemy jak w szpitalach: monotonne jadłospisy, nadmiar tanich produktów wysokoprzetworzonych, niedostateczne dopasowanie posiłków do zaleceń dietetycznych. Do tego – słabe zaplecze techniczne kuchni, problemy z dokumentacją systemów bezpieczeństwa żywności, opóźnione remonty.

Nie dlatego, że personel „nie wie”, jak powinno być. Najczęściej dlatego, że staje codziennie przed niemożliwym równaniem: rosnące koszty, niedoszacowane finansowanie i budynki, które wymagają nie kosmetyki, ale generalnego remontu.

Śmieci, gryzonie i dokumentacja – drobiazgi, które wracają

W szpitalach i DPS-ach pojawiają się też mniejsze, ale powtarzalne nieprawidłowości: błędna segregacja odpadów medycznych, zbyt długie przechowywanie worków w punktach czasowego gromadzenia, braki w kartach przekazania odpadów.

W domach pomocy społecznej dodatkowo na radarze sanepidu są altany śmietnikowe: przepełnione, nieuporządkowane, z workami stojącymi zbyt długo. Zdarzają się ślady aktywności gryzoni czy owadów – najczęściej w pomieszczeniach magazynowych i pomocniczych. Część placówek ma niekompletną dokumentację zabiegów dezynfekcji, dezynsekcji i deratyzacji.

Są to uchybienia raczej incydentalne niż masowe, ale powtarzają się co roku w kolejnych protokołach. I znów – za każdym stoi realne ryzyko dla mieszkańców i pacjentów.

Dlaczego to się ciągle powtarza?

Gdy spojrzymy na raporty z różnych lat obok siebie, wyłania się prosty, choć niewygodny obraz. Te same typy nieprawidłowości wracają jak refren. Dlaczego?

Infrastruktura nie nadąża za wymogami

Szpitale i DPS-y mieszczą się często w budynkach projektowanych w zupełnie innych realiach epidemiologicznych i demograficznych. Ich modernizacja odbywa się zwykle fragmentarycznie: tu wymiana okien, tam remont oddziału, gdzie indziej nowy sprzęt. Rzadko kiedy jest czas i pieniądze na kompleksową wymianę instalacji wodnych, systemów wentylacji czy generalny remont wszystkich łazienek.

Finanse DPS-ów na granicy opłacalności

Raporty kontrolne i analizy ekonomiczne od lat pokazują, że domy pomocy społecznej działają na granicy opłacalności. Dotacje i darowizny nie nadążają za kosztami mediów, żywności, pracy. W takim otoczeniu remont łazienek, wymiana posadzek czy modernizacja kuchni staje się luksusem, na który trudno znaleźć środki.

Braki kadrowe osłabiają system

Brakuje dietetyków klinicznych, specjalistów ds. kontroli zakażeń, sanitariuszy i opiekunów. Ci, którzy są, pracują nierzadko ponad siły. Rotacja personelu utrudnia konsekwentne wdrażanie procedur, szkolenia trzeba powtarzać, a dokumentację – uzupełniać „po godzinach”.

Rosnące wymagania bez odpowiedniego wsparcia

Standardy żywienia, jakości wody, higieny, dokumentowania działań profilaktycznych stale rosną – i słusznie. Problem w tym, że system nie zawsze nadąża z dostarczeniem środków na techniczne i organizacyjne dostosowanie się do tych wymogów.

Co dalej? Od protokołu do zmiany

Kontrola sanepidu kojarzy się wielu dyrektorom z czerwonym długopisem i listą zaleceń do odhaczenia. Tymczasem lektura raportów z lat 2023–2025 pokazuje, że to także dosyć precyzyjna mapa miejsc, w których system ochrony zdrowia i opieki długoterminowej pęka w szwach.

Z tej mapy wyłaniają się trzy kierunki działania:

Bezpieczeństwo wody ponad wszystko – modernizacja instalacji, stały monitoring jakości i temperatury, dobrze udokumentowane programy płukania i dezynfekcji. To nie jest „dodatek techniczny”, tylko element bezpieczeństwa klinicznego pacjentów i mieszkańców.

Infrastruktura, którą da się umyć – planowe, etapowe remonty posadzek, ścian, łazienek, kuchni. Z myśleniem o wymogach sanitarno-higienicznych już na etapie projektowania i przetargów.

Żywienie jako część terapii, nie tylko kosztu – standardy diet, realna rola dietetyka, przegląd umów cateringowych nie tylko pod kątem ceny, ale jakości i zgodności z wymaganiami sanepidu.

Do tego potrzebne jest jeszcze coś, czego nie widać w żadnym protokole: partnerska współpraca między inspekcją sanitarną a placówkami. Sanepid nie powinien być tylko „policją od uchybień”, a szpital czy DPS – wyłącznie „kontrolowanym obiektem”. Po obu stronach są ludzie, którzy widzą ten sam problem z różnych perspektyw.

Bo ostatecznie stawką nie jest lepszy raport czy mniejsza liczba zaleceń. Stawką jest to, czy pacjent, który trafia do szpitala, i osoba, która mieszka w domu pomocy społecznej, mogą bez lęku napić się wody spod prysznica, zjeść posiłek, umyć ręce w łazience i po prostu – godnie żyć w miejscu, które ma ich leczyć albo otaczać opieką.

A kontrole sanepidu? One tylko przypominają nam, gdzie w tym wszystkim jesteśmy – i jak daleko wciąż mamy do ideału.

tm, zdjęcie z abacusai