Lekarka w białym fartuchu pokazuje nowoczesny monitor przy łóżku szpitalnym dwóm elegancko ubranym mężczyznom, którzy trzymają teczkę z dokumentami; na urządzeniu widnieje napis „Funded by the Hospital Foundation”, co ilustruje rolę własnej fundacji szpitala – od zakupu dodatkowego sprzętu po długofalową strategię rozwoju placówki.

Czy szpital potrzebuje własnej fundacji? Od dodatkowego respiratora po długofalową strategię

Wieczorem, kiedy ruch na oddziałach trochę cichnie, dyrektor jednego z powiatowych szpitali przechodzi przez świeżo wyremontowaną salę dla rodziców dzieci hospitalizowanych na pediatrii. Nowe łóżka, wygodne fotele, drobne lampki zamiast jarzeniówek, na ścianie pastelowe grafiki namalowane przez lokalnych artystów. „Z kontraktu z NFZ tego byśmy nigdy nie zrobili” – mówi. Na drzwiach niepozorna tabliczka: „Sfinansowano dzięki wsparciu Fundacji przy Szpitalu…”.

W ostatnich latach takie tabliczki pojawiają się w polskich placówkach coraz częściej. Obok nazw firm, programów unijnych czy samorządów coraz częściej widnieją nazwy fundacji: „dla szpitala powiatowego”, „dla onkologii”, „dla naszych dzieci”. Za każdą z nich stoi to samo pytanie, które prędzej czy później pada w gabinecie dyrekcji:

Czy my też powinniśmy powołać własną fundację przyszpitalną?

To już nie jest moda. To reakcja na realne napięcie między tym, co szpital musi robić, żeby przetrwać jako jednostka systemu, a tym, co chciałby robić dla pacjentów, rodzin i personelu.

Co fundacja może zrobić, czego nie zrobi szpital

System finansowania ochrony zdrowia jest prosty tylko na slajdach. W praktyce większość dyrektorów żyje w świecie, w którym starcza „na styk”: na pensje, rachunki, podstawowe naprawy, konieczne zakupy sprzętu. Na wszystko, co wykracza poza minimum – komfort pacjentów, dodatkową opiekę psychologiczną, nowoczesny sprzęt IT, pilotaże nowych rozwiązań – trzeba szukać innych dróg.

Fundacja przyszpitalna jest jedną z nich. Formalnie to osobna organizacja pozarządowa, ze swoim zarządem, radą, kontem bankowym i statutem. W praktyce – „ręka wyciągnięta do świata zewnętrznego”: do mieszkańców, lokalnego biznesu, większych firm, grantodawców. Do wszystkich, którzy chcieliby pomóc, ale nie bardzo wiedzą jak.

Taka fundacja może:

  • zbierać darowizny, prowadzić zbiórki i kampanie 1,5% podatku,
  • finansować zakupy sprzętu, remonty, doposażenie oddziałów,
  • organizować wsparcie dla pacjentów i ich rodzin – od konsultacji psychologicznych po pokoje rodzica i kąciki zabaw,
  • inwestować w rozwój personelu: szkolenia, konferencje, projekty jakościowe,
  • prowadzić kampanie edukacyjne i wizerunkowe, które budują zaufanie do placówki.

Kluczowa różnica polega na tym, że fundacja działa poza sztywnymi ramami kontraktu z NFZ i procedur sektora finansów publicznych. Może szybciej reagować na potrzeby, łatwiej współpracować z biznesem, elastyczniej planować projekty.

Korzyści: nie tylko pieniądze

Kiedy w rozmowach pada hasło „fundacja”, pierwsze skojarzenie to dodatkowe środki. I rzeczywiście – dobrze prowadzona organizacja potrafi w ciągu roku pozyskać kwoty, które dla samodzielnego szpitala byłyby nieosiągalne.

Ale pieniądze to dopiero początek.

Elastyczność działania

Fundacja może sfinansować coś, co dla szpitala byłoby zbyt małe, zbyt „miękkie” albo po prostu nie mieści się w koszyku świadczeń: warsztaty dla rodziców wcześniaków, program wsparcia dla pacjentów po udarach, strefę relaksu dla personelu po dyżurze, modernizację poczekalni tak, żeby przypominała bardziej miejsce dla ludzi niż urzędowy korytarz.

Budowanie wizerunku

Instytucja, za którą stoją ludzie chcący dobrowolnie ją wspierać, wysyła jasny sygnał: „to miejsce ma sens”. Fundacja, która transparentnie pokazuje, na co wydaje pieniądze, buduje zaufanie do całej placówki. Zwłaszcza jeśli potrafi opowiadać historie: konkretnego dziecka, któremu sfinansowano turnus rehabilitacyjny, oddziału, który zyskał aparat do diagnostyki, personelu, który mógł pojechać na ważne szkolenie.

Profesjonalizacja komunikacji

Wiele szpitali próbuje „po godzinach” prowadzić stronę internetową, media społecznościowe, pisać wnioski grantowe, kontaktować się z mediami. Zespół fundacji może się w tym specjalizować. Dzięki temu lekarze i pielęgniarki nie muszą w przerwach między wizytami zastanawiać się, jak zorganizować zbiórkę czy napisać projekt do programu grantowego.

Status Organizacji Pożytku Publicznego

To nie dzieje się od razu, ale dla działającej kilka lat fundacji może być ważnym krokiem. 1,5% podatku od tysięcy osób w regionie bywa stabilnym źródłem przychodów – zwłaszcza gdy fundacja potrafi jasno pokazać, co dzięki tym środkom się wydarzyło.

Cena za własną fundację: dodatkowa organizacja, nie „magiczna skarbonka”

Obok entuzjastycznych historii o udanych zbiórkach istnieje też mniej widowiskowa strona medalu. Fundacja to nie tylko logo na plakacie, ale realne koszty i obowiązki.

Trzeba przygotować statut, powołać zarząd i radę, przejść procedurę rejestracji w KRS, prowadzić księgowość, składać sprawozdania finansowe i merytoryczne, dbać o zgodność z prawem podatkowym, o ochronę danych osobowych. Trzeba mieć kogoś, kto odbierze telefon od darczyńcy, odpisze na maila, przygotuje kampanię, rozliczy projekt.

Jeżeli fundacja nie ma szans na pozyskiwanie rozsądnych środków, bardzo szybko może się okazać, że więcej kosztuje jej utrzymanie niż realna pomoc dla szpitala. To najczęstszy błąd – założyć fundację „bo inni mają”, bez planu na to, czym będzie się zajmować i z czego się utrzyma.

Dochodzi jeszcze kwestia wizerunku i etyki. Źle zaprojektowane kampanie potrafią wywołać bunt pacjentów i ich rodzin: „Dlaczego szpital, który powinien być finansowany z naszych podatków, prosi nas teraz o pieniądze?”. Wrażliwe jest też to, kto zasiada we władzach fundacji, jak są podejmowane decyzje o wydatkowaniu środków, czy nie dochodzi do konfliktów interesów.

Jeśli fundacja jest ściśle kojarzona z dyrekcją szpitala, każdy błąd, każda niejasność uderza w zaufanie do całej placówki. Dlatego konieczne są przejrzyste zasady – także po to, by każdy darczyńca mógł spokojnie powiedzieć: „wiem, komu powierzam swoje pieniądze”.

Nie każdemu się opłaca. Jak rozpoznać, że to dobry moment

Fundacja przyszpitalna nie jest lekarstwem na wszystkie bolączki systemu. W małej placówce, w której brakuje rąk do pracy nawet do podstawowych zadań, tworzenie nowej organizacji tylko po to, by mieć „coś swojego”, może skończyć się frustracją.

Warto zadać sobie kilka uczciwych pytań:

  1. Czy mamy realne, długoterminowe potrzeby rozwojowe, których nie sfinansujemy z budżetu? Jeśli w planach są remonty oddziałów, rozwój nowoczesnych usług, stworzenie nowych przestrzeni dla pacjentów – fundacja może stać się ważnym filarem tych działań.
  2. Czy wokół nas jest społeczność, która może chcieć nas wspierać? Aktywni mieszkańcy, lokalne firmy, organizacje – to potencjalni darczyńcy i partnerzy. Szpital, który jest „anonimowy”, nieobecny w mediach i życiu lokalnym, będzie miał trudniej.
  3. Czy jesteśmy gotowi zapewnić minimum zaplecza organizacyjnego? Choćby niewielkie biuro, osoba kontaktowa, wsparcie działu prawnego i księgowości, czas kierownictwa na wypracowanie zasad współpracy.
  4. Czy wiemy, kto poprowadzi fundację profesjonalnie? Bez ludzi, którzy potrafią pisać projekty, planować kampanie, rozliczać budżety i rozmawiać z darczyńcami, nawet najlepszy statut pozostanie na papierze.

Jeżeli na większość z tych pytań odpowiedź brzmi „tak” – warto myśleć o fundacji poważnie. Jeśli nie – lepszą drogą może okazać się współpraca z istniejącymi organizacjami.

Co zamiast własnej fundacji

Dla wielu szpitali dobrym rozwiązaniem jest partnerstwo z już działającymi fundacjami – ogólnopolskimi lub lokalnymi. One mają strukturę, doświadczenie, rozpoznawalną markę. Szpital wnosi wiedzę merytoryczną, dostęp do pacjentów, cele medyczne; fundacja – know-how fundraisingowe i zaplecze organizacyjne.

Możliwe są też modele oparte na bezpośredniej współpracy z biznesem: stałe programy CSR, zbiórki prowadzone w sklepach czy firmach usługowych, procent od sprzedaży, wspólne kampanie społeczne. W wielu miejscach to właśnie takie „szyte na miarę” partnerstwa dają lepszy efekt niż próba samodzielnego budowania wszystkiego od zera.

Jak zacząć, jeśli decyzja już zapadła

Jeżeli dyrekcja, organ tworzący i kluczowi liderzy szpitala są zgodni: „tak, to jest nasz kierunek”, warto potraktować powołanie fundacji jak projekt strategiczny, a nie formalność do odhaczenia.

Dobrym pierwszym krokiem jest prosta analiza: kto mógłby być naszym darczyńcą, jakie kwoty realnie jesteśmy w stanie pozyskać w ciągu 2–3 lat, ile będzie kosztowało utrzymanie fundacji (kadry, księgowość, komunikacja). Warto przygotować kilka scenariuszy – od ostrożnego po optymistyczny – i na tej podstawie podjąć ostateczną decyzję.

Kolejny etap to zaprojektowanie relacji szpital–fundacja: zasady korzystania z nazwy i logo, sposób raportowania, priorytetowe obszary wsparcia. Dobrze, jeśli od początku jest jasne, kto mówi w imieniu fundacji, a kto w imieniu szpitala oraz jak wspólnie komunikowane są sukcesy.

Wreszcie – start. W pierwszym roku lepiej zrealizować kilka dobrze przygotowanych projektów niż „łapać” wszystkie możliwe okazje. Jeden wyremontowany oddział, jedno sensownie wyposażone miejsce dla rodzin, jeden program szkoleniowy dla personelu – to konkrety, które można pokazać darczyńcom i społeczności lokalnej.

Na każdym etapie potrzebna jest transparentność: sprawozdania dostępne publicznie, klarowne zasady wydatkowania środków, unikanie konfliktu interesów. To nie tylko wymogi prawa, ale podstawowy warunek zaufania.

Fundacja jako element większej układanki

Fundacja przyszpitalna nie zastąpi sensownej polityki zdrowotnej państwa, nie rozwiąże problemów niedofinansowania systemu ani braków kadrowych. Może jednak stać się ważnym narzędziem, które pozwala szpitalowi odrobinę „oddychać” – robić rzeczy wykraczające poza absolutne minimum.

W wielu miejscach w Polsce to właśnie dzięki fundacjom przyszpitalnym pojawiły się sale porodów rodzinnych, pokoje dla rodziców na oddziałach dziecięcych, programy dla pacjentów onkologicznych czy sprzęt ratujący życie. To konkretne zmiany w codzienności pacjentów i personelu.

Czy warto więc powołać własną fundację? Odpowiedź brzmi: warto, jeśli jest na to realny potencjał, plan i ludzie, którzy uniosą ten projekt. W przeciwnym razie lepiej szukać mądrej współpracy z tymi, którzy już działają.

Bo w centrum tej opowieści nie chodzi o logo kolejnej organizacji, ale o bardzo prostą scenę: pacjenta, który w trudnym momencie trafia do miejsca choć trochę bardziej ludzkiego. Jeśli fundacja może do tego się przyczynić – jest o co walczyć.

tm, zdjęcie z abacusai