Kiedy w marcu 2020 roku w Poznaniu potwierdzono pierwszy przypadek zakażenia nowym koronawirusem, w szpitalu miejskim przy ulicy Szwajcarskiej zapadała dość brutalna diagnoza: system ochrony zdrowia bez wsparcia i dobrej koordynacji zwyczajnie sobie nie poradzi. W ciągu kilku dni jedna z miejskich placówek zamieniła się w szpital zakaźny przyjmujący najcięższe przypadki z całego regionu, a przed personelem stanęło zadanie, które jeszcze chwilę wcześniej wydawało się abstrakcyjnym scenariuszem ćwiczeń z zarządzania kryzysowego.
Równolegle przed zupełnie nowym testem stanęło Miasto – jako organizator lokalnego systemu zdrowia, ale też jako „operator” społecznej energii, która w kilka dni wybuchła w postaci spontanicznych zbiórek, akcji szycia maseczek i ofert pomocy z firm. Bez kogoś, kto to wszystko spina, łatwo o chaos. I tu zaczyna się właściwa historia o koordynacji.
Punkt wyjścia: gęsta sieć placówek i miejski portfel
Jeszcze przed pandemią w Poznaniu działały dziesiątki podmiotów leczniczych – od dużych szpitali po miejskie przychodnie i wyspecjalizowane ośrodki ambulatoryjne. Miasto współprowadziło kilka kluczowych placówek, ale na co dzień opieka zdrowotna była rozproszona pomiędzy różne szczeble: samorząd, województwo, uczelnie, sektor prywatny.
Z budżetu miasta na ochronę zdrowia w 2020 r. przeznaczono w sumie blisko 37 mln zł. Pieniądze szły na utrzymanie szpitali, finansowanie gabinetów specjalistycznych, miejskich programów profilaktycznych i działań promujących zdrowy tryb życia. To ważny kontekst: samorząd miał już zbudowane relacje z placówkami i konkretny strumień finansowania, na którym można było „nadbudować” działania kryzysowe.
Pierwsza fala: od spontanicznych gestów do zorganizowanej akcji
W połowie marca 2020 r. stało się coś, co do dziś wielu urzędników wspomina jako „lawinę dobrej woli”. Do miasta zaczęły spływać dziesiątki telefonów i maili od osób prywatnych, firm, uczelni: chcemy pomóc. Najczęściej padała wtedy nazwa jednego szpitala – miejskiej placówki przemienionej w jednoimienny szpital zakaźny, która stała się symbolem pierwszej linii frontu.
W tym samym czasie z innych stron zaczęły napływać listy potrzeb. Szpitale, stacja pogotowia, sanepid, domy pomocy społecznej, placówki opiekuńcze – wszyscy zgłaszali dramatyczny brak środków ochrony osobistej, środków do dezynfekcji czy prostego wyposażenia, które w warunkach reżimu sanitarnego stało się nagle towarem strategicznym.
Miasto stanęło więc przed bardzo konkretnym pytaniem: jak połączyć tych, którzy chcą pomóc, z tymi, którzy pomocy potrzebują – tak, żeby nic się nie marnowało, a kluczowe miejsca nie zostawały z pustymi magazynami?
Miejski „mózg operacji”: zespół kryzysowy i jednostka koordynująca
Jedną z pierwszych decyzji prezydenta było powołanie zespołu do spraw monitorowania zagrożeń związanych z wirusem. Ten międzywydziałowy sztab działa do dziś, a w czasie pierwszych miesięcy pandemii stał się sercem miejskiej koordynacji – spinał informacje z placówek medycznych, służb, jednostek pomocy społecznej i administracji rządowej.
Kluczową rolę odegrał też wydział odpowiedzialny za współpracę z organizacjami pozarządowymi. To właśnie tam zdecydowano, że miasto przejmie koordynację społecznej akcji wsparcia medyków. Najpierw przygotowano prosty formularz zgłoszeniowy dla darczyńców, by w uporządkowany sposób zbierać informacje o tym, kto co oferuje. Szybko okazało się jednak, że potrzeby i deklaracje pomocy są tak duże, iż trzeba stworzyć bardziej zaawansowane narzędzie – stąd pomysł budowy dedykowanej platformy internetowej, która stała się miejskim „hubem” wymiany pomiędzy szpitalami a darczyńcami.
Dzięki temu zamiast chaotycznych telefonów i pojedynczych paczek wysyłanych „na chybił trafił”, miasto mogło stworzyć jedną, aktualizowaną na bieżąco listę potrzeb i na jej podstawie kierować wsparcie tam, gdzie sytuacja była najtrudniejsza.
Wsparcie finansowe: szybkie decyzje i trudne kompromisy
Równolegle do społecznej mobilizacji ruszyły działania finansowe. Już 10 marca – dzień po potwierdzeniu pierwszego przypadku zakażenia w mieście – podjęto decyzję o przekazaniu pierwszej dużej dotacji dla szpitala zakaźnego. Chodziło o około pół miliona złotych na respiratory, kardiomonitory i łóżka intensywnej terapii.
Do połowy kwietnia suma dodatkowych miejskich wydatków na walkę z COVID-19 sięgnęła kilku milionów złotych – obejmowała nie tylko wsparcie dla szpitali, ale i zakupy środków ochrony dla domów pomocy społecznej, placówek opiekuńczo-wychowawczych czy organizacji, które na zlecenie miasta świadczyły usługi opiekuńcze.
To wszystko działo się przy jednoczesnym załamaniu dochodów z podatków PIT i CIT. Samorząd musiał lawirować między rosnącymi potrzebami zdrowotnymi a realnym ryzykiem dziury w budżecie. Koordynacja polegała więc nie tylko na zarządzaniu pomocą rzeczową, ale i na trudnym priorytetyzowaniu wydatków w warunkach kryzysu.
Logistyka pomocy: od maseczek po ekspres do kawy
W miejskich tabelach, które powstawały w pierwszych miesiącach pandemii, zamiast urzędniczych haseł pojawiały się bardzo konkretne pozycje: maseczki, przyłbice, kombinezony, gogle, termometry bezdotykowe, środki dezynfekcyjne, a obok nich… koce, poduszki, kremy do rąk czy ekspresy do kawy.
Dzięki skoordynowanej akcji udało się zebrać dziesiątki tysięcy masek – zarówno medycznych, jak i szytych przez mieszkańców – oraz setki innych elementów wyposażenia potrzebnych w szpitalach i placówkach opiekuńczych. Miasto wraz z partnerami odpowiadało za magazynowanie, weryfikację jakości i dystrybucję darów do konkretnych oddziałów czy jednostek.
Co ważne, koordynacja nie kończyła się na bramie szpitala. W podobny sposób zarządzano wsparciem dla domów pomocy społecznej i miejsc noclegowych dla osób w kryzysie bezdomności – tam również trzeba było zapewnić środki ochrony osobistej, a w razie potrzeby organizować miejsca kwarantanny.
Koordynacja społeczna: seniorzy, wolontariusze, infolinie
Wsparcie dla medyków było tylko jednym z frontów. Drugim – równie ważnym z perspektywy miasta – była ochrona najbardziej narażonych mieszkańców: seniorów, osób z niepełnosprawnościami, rodzin w kryzysie.
Uruchomiono usługę „zakupów dla seniorów”, telefoniczne linie wsparcia, a w ramach rządowego programu pomocy osobom starszym to właśnie miejski ośrodek pomocy społecznej koordynował zgłoszenia spływające z ogólnopolskiej infolinii i przydzielał do nich wolontariuszy, m.in. z Caritas.
Jedną z najbardziej rozpoznawalnych inicjatyw była akcja „Maseczka Seniorro” – starsi mieszkańcy szyli maseczki dla swoich rówieśników, a miasto wraz z organizacjami pozarządowymi dbało o materiały, bezpieczeństwo sanitarne i dystrybucję. Do końca pierwszych miesięcy uszyto w ten sposób około 15 tysięcy masek.
Na poziomie emocji koordynacja oznaczała coś jeszcze: ktoś odbierał telefony od samotnych osób, które zwyczajnie bały się wyjść z domu. Stąd pomysł „Telefonu serdeczności” i „Telefonu porad cyfrowych” – infolinii, które łączyły potrzebujących z wolontariuszami i specjalistami.
Szpital jako centrum, miasto jako łącznik
W ciągu pierwszego roku pandemii przez miejski szpital zakaźny przewinęło się kilka tysięcy pacjentów z całego regionu, przy czym ponad pięć tysięcy z nich wymagało hospitalizacji z powodu COVID-19. Dziesiątki tysięcy badań wykonanych na miejscu, uruchomienie izolatorium, przekształcenie całej placówki pod potrzeby jednego typu pacjentów – to była ogromna operacja medyczna i logistyczna.
Rola miasta polegała na tym, by ten szpital nie został z problemem sam. Samorząd organizował transport sprzętu diagnostycznego, który pozwolił uruchomić własne laboratorium testowe, zamiast odsyłać wszystkie próbki do sanepidu. Zachęcał darczyńców do wpłat bezpośrednio na konto placówki – łącznie trafiło tam kilkanaście milionów złotych z biznesu, organizacji i od osób prywatnych.
Kiedy ruszył narodowy program szczepień, miasto znów musiało odegrać rolę łącznika. Wspólnie z miejskimi szpitalami i przychodniami tworzono punkty szczepień, organizowano infolinię i transport dla osób niesamodzielnych, a władze samorządowe na bieżąco monitorowały tempo szczepień i zgłaszały problemy do odpowiednich instytucji.
Czego ta historia uczy o koordynacji?
Pandemia obnażyła słabości systemu ochrony zdrowia w skali całego kraju – brak rezerw kadrowych, niedoinwestowanie, chaos komunikacyjny. Ale pokazała też, że dobrze działający samorząd może stać się realnym „organizatorem” wsparcia:
- spinać spontaniczną energię mieszkańców z konkretnymi potrzebami szpitali,
- porządkować przepływ informacji między różnymi instytucjami,
- wzmacniać finansowo te miejsca, które dźwigają największy ciężar,
- budować mosty między systemem ochrony zdrowia a szeroko rozumianą polityką społeczną.
Wsparcie miasta w walce z COVID-19 nie sprowadzało się do jednorazowej dotacji czy symbolicznej wizyty władz w szpitalu. To była długotrwała, wielowątkowa operacja logistyczna, w której równie ważne jak respiratory były arkusze kalkulacyjne, telefony od urzędników, proste formularze internetowe i infolinie.
Czy dało się zrobić więcej, szybciej, lepiej? Zapewne tak. Ale jedno jest pewne: bez koordynacji – tej „nudnej”, biurowej, niewidocznej w mediach – nawet najbardziej ofiarna praca lekarzy i pielęgniarek nie miałaby tak silnego zaplecza. A to właśnie zaplecze, którego nie widać na pierwszym planie, decyduje często o tym, czy system w kryzysie tylko się chwieje, czy po prostu się wali.
tm, zdjęcie z Pexels (autor: Julia M Cameron)