Młoda kobieta z upiętymi włosami stoi tyłem i fotografuje obraz w złotej ramie w muzeum — subtelne pytanie o to, czy sztuka może przynieść ukojenie w czasach kryzysu.

Czy od obrazu spada gorączka?

Raczej nie. Ale wiosną 2020 roku okazało się, że od obrazu może spaść czyjś lęk – choćby o to, czy jutro na oddziale starczy masek i przyłbic.

Gdy grafika staje się ratunkiem

Pamiętam tamten czas: wszyscy liczyliśmy zachorowania, krzywe, procenty. W sklepach zabrakło papieru toaletowego i drożdży, w szpitalach – kombinezonów, rękawiczek i zwykłych maseczek. Państwo tłumaczyło, że to „sytuacja bez precedensu”, a tymczasem na Allegro, Facebooku i w zakamarkach internetu wyrastała równoległa gospodarka odruchów serca.

W pewnej agencji reklamowej ktoś spojrzał na półkę z plakatami, kalendarzami, grafikami – i zamiast westchnąć „szkoda, że wystawa się nie odbyła”, pomyślał: dobrze, to spróbujmy inaczej.

Grafiki, które miały żyć swoim krótkim, wystawowym życiem – powiesione na ścianach, oglądane przy winie i przelotnych rozmowach – nagle dostały drugą szansę. Były wydrukowane w maleńkich nakładach, po trzy egzemplarze. Jeden egzemplarz już znalazł właściciela podczas finisażu, drugi został u autora, trzeci trafił na aukcję internetową. Dochód – w całości na wsparcie szpitali w czasie pandemii.

Nie mówimy tu o milionach. To nie opowieść o wielkiej fundacji z rozbudowanym fundraisingiem, tylko o grupie grafików, którzy zrobili to, co umieli najlepiej: zamienili talent w realne środki. Kilka, kilkanaście licytacji, trochę szumu w mediach społecznościowych, suma, która w skali budżetu ochrony zdrowia jest kroplą w oceanie, ale w skali jednego oddziału – bywa różnicą między „mamy zapas na tydzień” a „mamy na dwa”.

I to jest sedno całej tej historii: artyści w pandemii bardzo często działali jak plaster na pękający system. Nie łatał wszystkiego, ale przynajmniej zakrywał najbardziej bolesne miejsce.

Artyści w kryzysie – pierwszy odruch pomocy

Na początku pandemii wielu z nas zadawało sobie pytanie: co jest „naprawdę potrzebne”? Lekarz – tak. Logistyk – oczywiście. Pani w Biedronce – bez dwóch zdań. A artysta? Grafik, muzyk, aktorka, ilustrator?

System zresztą odpowiedział na to pytanie po swojemu: zamknięte teatry, odwołane koncerty, galerie przeniesione do sieci. Dla wielu twórców oznaczało to wyzerowanie przychodów. A jednak to właśnie oni – często sami w trudnej sytuacji – organizowali aukcje, grania online, zbiórki dla szpitali i domów pomocy społecznej.

Ktoś oddawał obraz malowany przez pół roku. Ktoś sprzedawał szkicowniki, ktoś plakat z niszowego koncertu, który nagle urósł do rangi relikwii „sprzed pandemii”. Ktoś inny rysował personalizowane ilustracje dla każdego, kto wpłaci określoną kwotę na zrzutkę dla lokalnego szpitala.

Czy to rozwiązywało problem braków sprzętu? Oczywiście, że nie. Ale to nie była iluzja pomocy. To były realne pieniądze, za które kupowano realne rzeczy: przyłbice, maseczki, środki dezynfekcyjne, czasem drobny sprzęt. W przypadku wspomnianej licytacji grafik – ponad tysiąc złotych zasiliło akcję wspierającą szpitale.

W tym wszystkim jest pewien paradoks. Z jednej strony, w kryzysie kultury najłatwiej powiedzieć: „to nie jest pierwsza potrzeba”. Z drugiej – gdy system zdrowia zaczyna się chwiać, pierwsi do pomocy zgłaszają się właśnie ci, których branża sama walczy o przetrwanie.

Trzy wymiary pomocy

Można zapytać z przekąsem: i co, od tej jednej grafiki zrobiło się nagle bezpieczniej na oddziale zakaźnym? Odpowiedź brzmi: trochę tak, a trochę zupełnie inaczej.

Po pierwsze – dosłownie

Kilka takich aukcji to konkretne faktury opłacone za sprzęt, którego nie było w magazynach. W świecie, w którym dyrektor szpitala negocjował dostawę maseczek jak kontrakt na zakup złota, każda złotówka miała znaczenie.

Po drugie – symbolicznie

Sztuka ma tę dziwną właściwość, że potrafi przekuwać bezradność w działanie. Bo co może zrobić ktoś, kto nie potrafi szyć maseczek, nie ma drukarki 3D do przyłbic, a jedyne, czym dysponuje, to talent do rysowania albo śpiewania? Może wystawić swoją pracę na aukcję. Może dać koncert na żywo w internecie i zachęcić do wpłat dla szpitala. Może namalować grafikę, która będzie wisieć na ścianie i codziennie przypominać: „był taki czas, kiedy wszyscy byliśmy sobie potrzebni trochę bardziej niż zwykle”.

Po trzecie – psychicznie

W czasie, gdy wiadomości z oddziałów covidowych paraliżowały, możliwość wzięcia udziału w licytacji, zrobienia czegoś konkretnego, była formą terapii. Nie zmienię decyzji ministerstwa, nie zwiększę nagle liczby respiratorów w kraju, ale mogę powalczyć o jeden karton maseczek. I mogę mieć przy tym na ścianie grafikę, która będzie dowodem, że nie siedziałem bezczynnie.

Gorzka lekcja systemowa

Felieton ma to do siebie, że wypada w którymś momencie trochę ponarzekać. Zatem – narzekam.

Smutne jest to, że w XXI wieku system ochrony zdrowia w kraju europejskim musi liczyć na to, że grafik z agencji reklamowej wystawi swój plakat na licytację, bo inaczej na oddziale zabraknie środków ochrony. Że pielęgniarki organizują zbiórki w mediach społecznościowych, a lekarze piszą dramatyczne apele, zamiast po prostu zamówić to, co potrzebne, z magazynu centralnego.

Jeszcze smutniejsze jest to, że gdy kurz po pandemii opadł, bardzo szybko wróciliśmy do starego podziału: tu „prawdziwa gospodarka” i „twarde sektory”, tam „miękka kultura”, którą można docenić nagrodą, postem na Facebooku, ale już niekoniecznie stabilnym finansowaniem.

Bo gdy minął pierwszy szok, ktoś bardzo szybko wyliczył, ile z tych artystycznych gestów da się wrzucić w rubrykę „CSR” i „wizerunek marki”. I nie ma w tym nic złego – dobrze, że firmy angażują się w społeczne działania. Ale gdzieś po drodze łatwo zapomnieć, że dla wielu artystów to nie była chłodna strategia wizerunkowa, tylko spontaniczny odruch: „zróbmy coś, bo inaczej zwariujemy patrząc na te wiadomości”.

Nie tylko od ozdoby

A jednak nie chcę, żeby ta opowieść kończyła się na narzekaniu. Bo pandemia – przy całym swoim ciężarze – pokazała też coś ważnego: że artyści są nie tylko „od ozdoby”.

Kiedy zamknięto nas w domach, to właśnie ich praca ratowała naszą głowę: książki, filmy, seriale, koncerty z salonu, spektakle grane do pustej widowni i transmitowane online. To oni uczyli nas, jak zamienić przymusową izolację w czas, który da się jakoś przeżyć.

A gdy trzeba było pomóc szpitalom – włączyli się równie naturalnie, jak ci, którzy produkowali przyłbice na drukarkach 3D czy zanosili obiady na SOR. Tyle że zamiast drukarki mieli tablet graficzny, aparat fotograficzny albo scenę wirtualną.

Może więc zamiast pytać, czy artysta jest „zawodem pierwszej potrzeby”, warto popatrzeć, co się dzieje, gdy system staje na skraju wydolności. Kto pierwszy wyciąga rękę. Kto bez pytania wysyła maila: „mam serię grafik, mogę je wystawić, cały dochód dla szpitala”. Kto wrzuca post: „zagram dziś wieczorem, wrzućcie, proszę, choćby symboliczne wpłaty na ten oddział”.

Lekcje na przyszłość

Dobrze byłoby wyciągnąć z tego jakąś lekcję na przyszłość. Na przykład taką:

  • Że szpitale powinny mieć stabilne, przewidywalne finansowanie – tak, żeby aukcje obrazów były pięknym dodatkiem, a nie kołem ratunkowym.
  • Że kultura nie jest luksusem, który odkładamy na później, tylko jednym z filarów społecznej odporności.
  • Że gdy następnym razem przyjdzie kryzys (a przyjdzie – może nie pandemiczny, może inny), znów będziemy potrzebować tej dziwnej energii, którą mają ludzie od obrazów, dźwięków i słów.

A na razie gdzieś w czyimś mieszkaniu wisi grafika kupiona w tamtej licytacji. Może przedstawia gwiazdę, może abstrakcyjne kształty, może coś, co dziś wydaje się tylko ładną dekoracją. Ale w tle ma swoją historię: kilkanaście kliknięć na aukcji, kilka stówek dorzuconych do puli, karton maseczek, ktoś na oddziale zakaźnym, kto dzięki temu choć przez chwilę czuł się trochę bezpieczniej.

Czy od obrazu spada gorączka? Nie.

Ale czasem od obrazu robi się w systemie ochrony zdrowia o jeden mały brak mniej.

I może to już całkiem sporo, jak na „nie pierwszą potrzebę”.

tm, zdjęcie z Pexels (autor: Annaëlle Quionquion)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *